Beskidy - Willa u Marty

 Góry dla każdego

Beskidy to wspaniałe miejsce. Piękne widoki, dostępne szlaki, świetna infrastruktura i mnóstwo atrakcji dodatkowych dla całej rodziny, w tym dla dzieci w różnym wieku.

My podróżujemy magiczną piątką, czyli ja, mój mąż, ośmioletnia córka, półroczny syn i pies.

Zastanawialiśmy się gdzie możemy przyjemnie spędzić kilka dni, z dala od tłumów, ale w miejscu, gdzie nie będziemy mieć problemów ani z wózkiem, ani z psem, a przyroda zaprze nam dech w piersiach – bo tego szukamy na naszych wyjazdach. Nad morzem byliśmy w wakacje, w Tatrach w zeszłym roku – tym razem wygrały Beskidy.

Do Tylicza dotarliśmy z Warszawy w 6 godzin, po drodze zatrzymując się w sumie dwa razy, na spacer i obiad. Podróż minęła nam szybko i sprawnie, w dniu przyjazdu zrobiliśmy nawet pierwszy spacer po okolicy. Zrobiliśmy mały wywiad u naszych gospodarzy i już mieliśmy plan na rodzinne wycieczki na najbliższe dni.

Jeszcze tego samego dnia udało nam się zajrzeć na pobliską „farmę lamę” – tylko 150 metrów od naszego pensjonatu. Jest tu mini zoo i koniki. Wszystkie zwierzaki oswojone, można głaskać, karmić i przytulać, robić zdjęcia – było super.

Z wózkiem i sześciomiesięcznym maluszkiem nie planowaliśmy długich i wymagających wycieczek. Zaczęliśmy od wyprawy na Górę Parkową. Na samą górę wjechaliśmy kolejką, a potem piechotką w dół. Było trochę kamieni – ale uff – wózek jest terenowy! Piękny las, wspaniałe widoki i umiejscowienie góry – skończyliśmy godzinny spacer w centrum Krynicy Zdrój, gdzie mogliśmy wybrać jedną z wielu restauracji, by zjeść i odpocząć. Krynica to miasteczko tętniące życiem, pełne atrakcji turystycznych (jak muzeum zabawek, czy pijalnia wód) i kawiarenek. Tu czas płynie trochę wolniej niż w Warszawie, ludzie uśmiechają się do Ciebie i wokół, gdzie nie spojrzysz, otaczają Cię piękne góry.

W okolicy Krynicy jest jeszcze kilka ciekawych miejscowości. Nam udało się zwiedzić Muszynę i ogrody zmysłów oraz Tylicz, w którym mieszkaliśmy. Są tu gospodarstwa ekologiczne, pyszne miody z okolicznych pasiek i trasy spacerowe z niespodziankami. Nam już drugiego dnia udało się znaleźć źródełko miłości – pozostawiam Waszej wyobraźni jak działa tamtejsza woda.

Wycieczki dla bardziej wymagających

Mimo wrześniowej aury piękna pogoda nam dopisała, więc po porządnym śniadanku ruszyliśmy na Jaworzynę Krynicką. To 20 minut samochodem i potem gondolką na górę. Na miejscu widok nie z tej ziemi! Piękne błękitne niebo, słońce w całej okazałości, góry z czterech stron, nawet Tatry widzieliśmy. Maluch zasnął, córa ganiała z patykami, zjedliśmy w jednej z tamtejszych knajpek i ponad godzinę przesiedzieliśmy na bujanej ławce patrząc w dal i rozmawiając. Dla takich chwil warto żyć!

Beskidy to wielki teren pełen czarujących miejsc. Tylicz leży pomiędzy Beskidem Niskim a Sądeckim. Mnóstwo tu szlaków dla mniej i bardziej wymagających. Z Krynicy można też pojechać autokarem na kilkugodzinną wycieczkę – albo zrobić ją samemu, samochodem. Warto popłynąć w rejs statkiem po jeziorze Czorsztyńskim, zobaczyć zamek w Niedzicy, odwiedzić termy chochołowskie, zajrzeć na Słowację na kąpielisko termalne czy przejść ścieżkę w koronach drzew (ponad dwadzieścia metrów nad ziemią). Około 3 godzin drogi stąd jest też kopalnia w Bochni.

Spokojnie przez miesiąc można tu codziennie robić co innego. No a zimą… jeździć na nartach na jednym z kilkunastu pobliskich szlaków – głównie rodzinnych, ale dość zróżnicowanych.

Willa u Marty

Pani Maria i Pan Andrzej włożyli całe swoje serca w to miejsce. To widać: piękne wnętrza, pyszna kuchnia, wygodne rozwiązania i atmosfera, która panuje w Willi u Marty.

Właściciele willi nazwali ją na cześć swojej córki, Marty. Sami tworzyli to miejsce korzystając z lat doświadczenia, które zdobyli pracując za granicą w hotelach i pensjonatach w Niemczech, Austrii czy Włoszech i na Korsyce. To widać. Wszystko jest nowoczesne, zadbane, na najwyższym poziomie. Same wnętrza to dzieło Pani Marii. Są w dwóch stylach do wyboru – część klasyczna, w jasnym francuskim stylu i część bardziej angielska, w ciepłych brązach. Dwanaście pokoi dzieli się na dwu, trzy i czteroosobowe, wszystkie z łazienkami, a część z pięknymi tarasami, których jest kilka w całym domu – na każdą porę dnia. Willa i ogród kryją zakamarki, w których można poszukać samotności: bujaki, ławeczki, fotele. W naszym pokoju mieliśmy do dyspozycji naprawdę dużą przestrzeń, wystarczającą ilość mebli – co w przypadku dwójki dzieci jest istotne, bo trzeba je rozpakować, by wygodnie korzystać z wszystkiego. Łóżka są wygodne, meble porządnie wykonane, a łazienka wyposażona we wszystko co niezbędne – od suszarki, przez mydło, aż do grzejnika na przeprane ubrania. To, co było dla mnie super zaskoczeniem to komplet pomocy do naszego półrocznego malucha. Dostaliśmy wanienkę na stojaku, krzesełka, zabawki i wszelkie niezbędne pomoce. Wszystko dokładnie opisane na stronie -więc wiadomo czego nie trzeba ze sobą brać. Przy małych dzieciach i tak jest zawsze sporo pakowania.

Starsza córka miała do dyspozycji salę zabaw, mnóstwo gier i zabawek, ogród świetnie zaadoptowany z przesłodkim domkiem, ale też mogła postawić swoje pierwsze kroki w bilardzie, piłkarzykach czy ping pongu.

Dla nas też znalazło się kilka atrakcji: na terenie Willi u Marty są dwie sauny (fińska i infrared) oraz bania, jacuzzi, można nawet zamówić masaż. A na upalne dni – jest i mały basen!

Góralska kuchnia:

Z kuchni Pani Marii nikt nie wyjdzie głodny. Zazwyczaj posiłki są tutaj tradycyjne, polskie, góralskie. Czyli duże, syte, dostarczające takiej ilości kalorii, by iść w góry. Wszystko jest robione na miejscu, świetnie doprawione i naprawdę smaczne. Moje serce już pierwszego dnia podbił żurek na domowym zakwasie. Potem było tylko lepiej. My, jako rodzina FIT, poprosiliśmy o lekką modyfikację – trochę mniej smażonego, trochę mniej kalorii itp. Nie było z tym żadnego problemu. Jedliśmy gotowaną fasolkę szparagową, pieczone mięsko, sporo sałatek, warzyw i przepyszne zupy.

 

 

Wyjątkowa animatorka dla naszych wyjątkowych dzieci

W sezonie dla dzieciaków są prowadzone animacje. To cały zestaw zabaw i warsztatów tematycznych. Tworzenie kwiatów z papieru, zajęcia sensoryczne, slalomy i gry sportowe, podchody, pikniki, wycieczki w poszukiwaniu przygód, robienie zielników, bale przebierańców – lista się nie kończy. A to wszystko za sprawą Pani Dorotki. To wyjątkowa osoba nie tylko pełna energii i wciąż nowych pomysłów, ale też charyzmy. Prawdziwy przewodnik dla naszych dzieci. O okolicy, jej historii i geografii wie wszystko, ma głowę pełną pomysłów i wspaniały kontakt z dzieciakami w każdym wieku. Na każdy dzień wymyśla coś nowego i nie tylko animuje dzieciaki, ale też zapala do coraz to nowych pasji: poznawania przyrody, gotowania czy kreatywnego tworzenia. Dzięki niej my, dorośli albo możemy bawić się z dziećmi – ale nic już nie musimy organizować, albo możemy po prostu odpocząć.

Zaczarowany ogród

Przy Wilii u Marty jest też dodatkowa przestrzeń – drugi ogród przygotowany specjalnie do rodzinnego spędzania czasu. To tu odbywa się większość animacji z Panią Dorotką, w ogrodzie są huśtawki, ścianka wspinaczkowa i zjeżdżalnia. To co zdobyło moje serce, to altany i labirynt z wierzby energetycznej. Posadzone na jesieni 2017 dopiero przybierają kształtów, ale na wiosnę 2019 już na pewno się zazielenią i będą wyglądać magicznie. Zresztą już teraz przykuwają uwagę i mogą spokojnie konkurować z atrakcjami w pobliskim ogrodzie sensorycznym.

Co roku zresztą Pani Maria i Pan Andrzej dodają tu nowych atrakcji, w planach jest jeszcze basen!

Na pewno tu wrócimy, by odwiedzić właścicieli i zobaczyć jak pensjonat się rozwinie.