Primavera – „hotel prawdziwie rodzinny”

Oferta nadmorskich hoteli i pensjonatów rodzinnych jest ogromna. Wszystkie nęcą animacjami, atrakcjami i cateringiem, wyposażeniem pokoi, infrastrukturą, liczbą basenów, czy placów zabaw itp. Ciężko wybrać!  A kiedy już się na coś zdecydujemy, to okazuje się, że hotel obok ma fajniejszy basen, a ten z drugiej strony lepsze dojście do morza. Najgorsza wersja jest jednak taka: opis zupełnie nie odpowiada rzeczywistości i, krótko mówiąc, przepłaciliśmy. No cóż – i tak się zdarza. Można poświęcić tygodnie na wyszukiwaniu najciekawszego miejsca i zupełnie nie trafić  albo jechać na chybił-trafił i być bardzo zadowolonym. Hotel, który my w tym roku wybraliśmy na rodzinne wakacje nad polskim morzem, poznaliśmy dzięki ich stoisku na jednym z warszawskich pikników. Zresztą widzieliśmy go już gdzieś wcześniej na takich plenerowych akcjach i nazwa nam się dobrze kojarzyła.

Hotel Primavera SPA ewidentnie stawia na wypoczynek rodzinny. Do dyspozycji gości jest dość szeroki wybór różnych pokoi, których wyposażenie jest imponujące. Szczególnie polecam pokoje „Premium”,  w których mamy klimatyzację, kącik do robienia herbaty i inne elementy,  poprawiające standard wypoczynku rodzinnego. My wybraliśmy jeden z ośmiu domków.  Są one maksymalnie 8-osobowe, ale raczej ciężko się pomieścić w nich w tyle osób. Nas jest czwórka i jeszcze dwie osoby na pewno by się zmieściły. Na dole mamy duży salon z dwoma łóżkami i rozkładaną kanapą. Jest biureczko, przy którym piszę ten artykuł, stolik kawowy i telewizor, ale w sumie i tak nie było kiedy go włączać. Łazienka jest na tyle duża, że spokojnie mogliśmy się w niej pomieścić przy porannej czy wieczornej toalecie. Na górze jest sypialnia z dwoma łóżkami i pokoik z rozkładaną kanapą. W domku nie ma klimatyzacji, co na początku mnie mocno zmartwiło – nie jestem fanką upałów, a pierwszy raz w moim życiu trafiłam na taką cudowną pogodę nad polskim morzem… Spodziewałam się więc sauny w domku.  Jest on jednak tak usytuowany, że przez większość dnia jest w cieniu i się nie nagrzewa. Po południu, kiedy światło pada przez jego wielkie okna do środka wystarczy zasunąć grube zasłony – jest wtedy wystarczająco jasno, żeby funkcjonować. To, co zadecydowało o naszym wyborze, to jednak aneks kuchenny. Przy naszej czwórce, w tym 5-miesięcznym maluszku, potrzebie mycia butelek, wyparzania itp. zarówno zlew jak i kuchenka mikrofalowa bardzo się przydały. Jest też oczywiście czajnik, lodówka i szafka ze wszystkimi najpotrzebniejszymi naczyniami i sztućcami. Nawet ilość szaf, szuflad i schowków jest wystarczająca, żeby się spokojnie pomieścić. Jest więc przestronnie i wygodnie.

Jednak chyba zakwaterowanie nie jest tu najważniejsze. Primavera SPA to hotel naprawdę przygotowany z myślą o rodzinach z dziećmi w różnym wieku. My mamy 5-miesięcznego synka i 8-letnią córkę. Ciężko więc pogodzić nasze aktywności, tak, aby wszyscy byli zadowoleni. W tym hotelu to żaden problem.

Dzieci od rana do wieczora mają duży wybór atrakcji. Co godzinę odbywają się animacje dla dzieciaków w różnych przedziałach wiekowych. Nie są to animacje na poziomie, jaki znam z innych hoteli rodzinnych (nawet 5-gwiazdkowych): animacje nazywają się ciekawie, a potem dzieci w totalnym rozgardiaszu coś kolorują. Tutaj animatorki to żywe złoto. Animacje są różnorodne i świetnie poprowadzone. Program jest dostępny na stronie. Animacje się zmieniają, więc zapewne nie będziecie mieli okazji uczestniczyć w tych, w których my braliśmy udział, napiszę więc tylko, że wracaliśmy obładowani pięknymi i bardzo pomysłowymi pracami plastycznymi córy, która po powrocie zaczęła się interesować gotowaniem, bo tutejsze warsztaty kulinarne są naprawdę pasjonujące. Polecam też wizytę w minizoo, które jest na terenie Hotelu – są tam różne gatunki ptaków i innych zwierząt. Moje dziecko pół godziny karmiło bażanty i kury (ziarno było dostępne na miejscu).

To, co nam też bardzo pasowało w hotelu, to fakt, że przed wejściem do naszego domku po lewej mieliśmy płytki basen dla dzieci, a po prawej wielki plac zabaw. Wszystko w zasięgu wzroku i głosu z naszej domkowej werandy. Córka mogła swobodnie cały czas się bawić, kąpać, poznawać przyjaciół, a my usypialiśmy malucha, co zresztą na razie zajmuje nam 80% naszego czasu 😊 Warto też wspomnieć, że rodzin z dziećmi jest tu zatrzęsienie i Julka cały czas miała się z kim bawić.

Na terenie hotelu jest też sala zabaw, świetnie wyposażona przy której działa mini przedszkole dla dzieci – także można je tam zostawić pod opieką.

Kiedy chwilowo syn nie spał, chodziliśmy całą rodziną na basen, a właściwie kompleks trzech basenów, gdzie znalazło się coś zarówno dla 8-latki, jak i niespełna półrocznego chłopczyka. Są tam też sauny, ale z dwójką dzieci nam się nie udało z nich skorzystać. Zajrzałam tylko i jest tu kilka saun: i fińskie, i parowe, i infrared, plus miejsce odpoczynku – bardzo żałowałam, że nie miałam chwili, by z tego wszystkiego skorzystać. Udało mi się natomiast zostawić dzieciaki z mężem i na dwie godzinki wyskoczyć do hotelowego spa. Wybrałam rytuał Bali, czyli peeling, maskę i masaż. Masażystka zaopiekowała się mną bardzo profesjonalnie, cały czas pilnując odpowiedniej temperatury gabinetu, jak i mojego ciała. Doceniam to, bo zazwyczaj marznę w trakcie masażu… Udało mi się też z nią całkiem miło porozmawiać. Nie była to bowiem młoda i niedoświadczona, świeżo upieczona absolwentka jakiegoś kursu, tylko dojrzała kobieta z olbrzymim doświadczeniem i wielką wiedzą na temat zbiegów, ciała i terapii piękności.

Warto więc wspomnieć, że hotel choć bardzo kładzie nacisk na atrakcje dla dzieci, nie zapomina o rodzicach. Spa to jeden przykład, koncerty na żywo – drugi. Jest też podział godzin basenowych. Poranne i wieczorne są przeznaczone tylko dla dorosłych na spokojnie pływanie – świetny pomysł (gratulacje dla managera hotelu!). Na terenie hotelu jest też dobrze wyposażona siłownia i kręgielnia. Jest również cały program animacji dla dorosłych – w cztery dni, które tu spędziliśmy nie daliśmy rady skorzystać z wszystkiego!

Największym zaskoczeniem był jednak catering. W ramach pakietu mieliśmy trzy posiłki w formie bufetu szwedzkiego. Ja jestem bardzo wybredna i raczej odżywiam się ekologicznie i zdrowo, więc zazwyczaj na wyjazdach nie mam wielkiego wyboru i cierpię. Tutaj dosłownie odliczałam godziny do posiłków. Każdy posiłek był pyszny. Mało tego! Każdy posiłek składał się z przynajmniej 20 pysznych rzeczy! Więcej nie jestem w stanie spróbować na raz, niestety. Trzy bary sałatkowe (gotowe sałatki i do własnego wyboru), miejsce z rybkami i mięsami, wielki wybór gotowanych i pieczonych warzyw oraz ciekawa forma posiłków stylizowanych na kuchnie świata to naprawdę przemyślana opcja. Nie wiem, jak ja dam sobie radę po powrocie do domu!

Jedynym mankamentem wyjazdu jest dojście do plaży. Standardowo przez mały lasek, ale potem trzeba zejść z klifu po schodkach. Co prawda są przygotowane podjazdy dla wózków, ale powrót był i tak bardzo męczący. Być może jednak wynika to z faktu (jak się potem okazało w hotelu), że nasza ośmiolatka włożyła nam do torby pod wózkiem wielki kamień, który znalazła na plaży, a który wielkością nie ustępował mojej poduszce pod głowę – pojęcia nie mam jak ona dała radę to włożyć do wózka i to niepostrzeżenie… Tego się już chyba nie dowiemy, bo nie chce nic powiedzieć i upiera się tylko, że kamień wraca z nami do Warszawy. Wyjeżdżając dowiedzieliśmy się, że kawałek dalej jest też łagodniejsze zejście do morza – sprawdzimy następnym razem.

Polecam hotel Primavera SPA w Jastrzębiej Górze dla wyjazdów rodzinnych na chwilę i na dłużej, na pewno nie będziecie się tutaj nudzić.