Bajka Pani Izabelli P. z Warszawy

Biedronka

Ta biedronka od początku była jakaś inna. Gdy inne biedronki latały wokół kwiatów beztrosko upajając się ciepłymi promieniami słońca, ona siedziała zadumana na listku koniczyny. Wyglądało na to, że nie czuje się szczęśliwa.

– Mieszkasz w tajemniczym ogrodzie pełnym niezwykłych roślin, masz tylu przyjaciół. Czemu jesteś taka smutna? – pytały inne biedronki.

– Chciałabym umieć coś więcej niż tylko latać po tajemniczym ogrodzie. Wyznała zasmucona. – Chciałabym pachnieć jak jaśmin, mieć skrzydła jak motyl, być przebiegła jak ważka i mądra jak pszczoła. A ja mam tylko te czarne kropki, które ani nie pachną, ani nie są kolorowe i nie są mi do niczego potrzebne.

Wreszcie owady zwołały naradę pod krzaczkiem poziomki. Postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc biedronce w jej rozterkach.
– Spójrz tylko – następnego dnia powiedział do niej konik polny. – Tam na huśtawce siedzi mała, smutna dziewczynka z czarnymi warkoczami. Może jest samotna a może ktoś zabrał jej ukochana zabawkę? Może nie rozumieją jej dorośli a może zwyczajnie nie ma się z kim bawić? A wystarczy czasem trochę pyłku z kwiatu pomarańczy by czyjś nastrój się odmienił jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ty możesz to sprawić. Biedronka po chwili zastanowienia podleciała do kwiatu pomarańczy i zanurzyła w nim nóżki a potem oprószyła jego słodkim pyłkiem skrzydełka. Podfrunęła do smutnej dziewczynki i usiadła na jej ramieniu delikatnie strzepując pyłek czerwonymi skrzydełkami. Dziewczynka zaśmiała się radośnie i klaszcząc w dłonie zawołała – Ale piękny zapach! Skąd on się wziął? To prawdziwie magiczny ogród! Wtedy biedronka ujrzała smutną, zgarbioną kobietę. Siedziała na ławce patrząc w dal i nie obchodziły jej krążące nad jej głowa motyle ani śpiewające obok ptaki. Nie namyślając się zbyt długo biedroneczka podfrunęła do pobliskiego owocu wanilii i precyzyjnie powtórzyła całą operacje, po czym podleciała do kobiety i zostawiła na jej swetrze pachnący pyłek. Tamta w mig rozpromieniła się i zamknęła oczy wciągając z rozkoszą lepki zapach w nozdrza. – Tak pachniało kiedyś moje ulubione ciasto, które wraz z mężem jedliśmy w nadmorskiej kawiarence. Ile wspomnień przywołał ten zapach! – Zachwyciła się.

Odtąd biedronka od rana do wieczora pracowicie zbierała zapachy i obdzielała nimi ludzi. Jaśmin, wanilia, mech, kora dębu czy borówka: skrupulatnie przenosiła na nóżkach i skrzydełkach chwile szczęścia i wspomnienia, by uszczęśliwić nimi tych, którzy ich potrzebowali. I zrozumiała, że nie jest ważne to kim nie jesteś ale kim tak naprawdę jesteś i co możesz z tym darem zrobić w swoim życiu. A wy?Mam nadzieje, ze nigdy nie strzepujecie z ramienia biedronki…;)